• Facebook
  • X
  • Instagram
  • Szukaj

Stanisław Marek „Podbipięta”, „Orlicz”. Małopolscy Bohaterowie Powojennego Podziemia (4)

Leśnik, kawalerzysta, partyzant. Był jednym z tych, którzy najpierw organizowali, a później dowodzili konspiracją u stóp Babiej Góry. Odwaga w boju z Niemcami i Słowakami przyniosła mu Krzyż Walecznych. Po 1945 r. walczył nadal jako dowódca oddziału niepodległościowej partyzantki. Gdy poległ w walce, tłumnie żegnała go Zawoja.

01.04.2026

Po zakończeniu II wojny światowej tysiące żołnierzy powojennego podziemia niepodległościowego stawiło zbrojny opór nowemu reżimowi – komunistycznej dyktaturze. Rozbijano posterunki MO, siedziby UB i więzienia. Wykonywano wyroki i przeprowadzano rekwizycje. Staczano potyczki z obławami aparatu represji. Apogeum działań powojennego podziemia przypada na przełom 1945 i 1946 r. W 80. rocznicę tych burzliwych wydarzeń, w każdy kolejny pierwszy piątek miesiąca, będziemy przestawiać na łamach „Gazety Krakowskiej” sylwetki dwunastu żołnierzy niezłomnych, walczących z bronią w ręku o Polskę naprawdę niepodległą.

Kawalerzysta i partyzant

Stanisław Marek urodził się 23 listopada 1917 r. w Zawoi, u stóp Babiej Góry. Był synem Wiktorii i Józefa, leśnika w lasach Polskiej Akademii Umiejętności. W młodości mieszkał z rodziną w leśniczówce w Skawicy-Suchej Górze. Ukończył gimnazjum w Krakowie.

W latach 30. szkolił się w Korpusie Kadetów nr 1 we Lwowie i odbywał służbę w kawalerii. Rozwój kariery wojskowej miał przerwać wypadek hippiczny. Podjął naukę na Politechnice Lwowskiej, gdzie studiował przez rok; dalszą naukę zatrzymał wybuch wojny. W 1939 r. miał stopień wachmistrza podchorążego.

W konspiracji zasłynął odwagą, której dowodem był Krzyż Walecznych, nadany za udział w rozbrojeniu słowackiej placówki granicznej w Zubrzycy w 1944 r. Działał już od jesieni 1939 r. – pod ps. „Podbipięta” organizował ZWZ-AK w rejonie Makowa Podhalańskiego. W 1944 r. wszedł w skład oddziału kpt. Wenancjusza Zycha „Huta-Podgórze” – części Legionu Śląskiego AK. Walczył z Niemcami i Słowakami, dowodził plutonem, czasami zastępował „Dziadka” – jak nazywano niemłodego już Zycha – oraz przechowywał radiostację grupy. Dowodził także podczas udanej zasadzki na patrol niemieckiej żandarmerii w Skawicy w październiku 1944 r. W grudniu 1944 r. na ochotnika pozostał w Suchej Górze, by ukryć broń i wyposażenie.

Po 1945 r. z pozoru wrócił do „cywilnego” życia; przejął po zmarłym w 1945 r. ojcu pracę leśniczego, gazdował w leśniczówce w Suchej Górze. Planował wspólną przyszłość z Zofią Jäntschke, córką nadleśniczego w Zawoi, łączniczką AK. Ich rodziny przyjaźniły się, młodzi Staś i Zosia chadzali razem na wycieczki w okolice Babiej Góry. Oficjalnie Stanisław Marek ujawnił się ze swej konspiracyjnej działalności w Krakowie w październiku 1945 r. Zatwierdzono wówczas posiadany przezeń stopnień porucznika oraz odznaczenia Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami oraz Krzyżem Walecznych.

Równocześnie nadal działał w konspiracji. Miał należeć do organizacji „Nie” – zakonspirowanej struktury, utworzonej podczas II wojny światowej w celu kontynuacji walki o niepodległość po wkroczeniu sowietów do Polski, a następnie do Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Niewątpliwie zorganizował konspiracyjną grupę, złożoną z mieszkańców Zawoi, Skawicy i okolic; na ich czele m.in. rozbroił milicjantów z Zawoi. Miał szerokie kontakty sięgające do oddziałów partyzanckich organizowanych wokół Makowa Podhalańskiego od przełomu 1945/1946 r. i do oddziału NSZ ppor. Antoniego Bieguna „Sztubaka” na Żywiecczyźnie.

„Błyskawica” i „Błysk-Bunt”

Już od wiosny 1946 r. „Orlicz” – pod takim pseudonimem teraz działał – nawiązał kontakt z operującym w rejonie Makowa Podhalańskiego i Suchej Beskidzkiej oddziałem „Błyskawica” i z czasem wszedł w jego skład. Gdy 6 czerwca zginął por. Mieczysław Sobolewski „Prut”, Stanisław Marek objął dowództwo całego oddziału, który w tym czasie zaczął używać nowego kryptonimu: „Błysk-Bunt”. W pełnej wersji: „Armia Krajowa. Oddział partyzancko-dywersyjny »Błysk-Bunt«”.

Pierwsze dni pod komendą „Orlicza” upływały na szkoleniach. Dowódca rozkazał wstrzymać akcje przed zaplanowanym na 30 czerwca referendum. Wznowili działania z początkiem lipca; przeprowadzili próbę likwidacji funkcjonariusza UB Tadeusza Stypuły, zajmującego się inwigilowaniem partyzantów, rozbroili żołnierzy polskich i sowieckich w Makowie Podhalańskim oraz ostrzygli głowy trzem dziewczynom, które miały zabawiać się z ubekami. W tym samym czasie patrol oddziału wyruszył do Osielca, gdzie na stacji kolejowej zatrzymał pociąg i bez walki rozbroił kilkunastu żołnierzy i oficerów WP.

„Podejrzane kontakty” i pogranicznicy

Nieco wcześniej „Orlicz” – a właściwie występujący w tym czasie jeszcze „po cywilnemu” leśniczy Stanisław Marek, nawiązał kontakt z oficerami strażnicy Wojsk Ochrony Pogranicza w Zawoi: komendantem ppor. Romanem Woźnickim i jego zastępcą ds. zwiadu chor. Henrykiem Dołęgowskim. Spotkania przy kieliszku w zawojskiej Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” z Dołęgowskim, w których uczestniczyli także ceniony zawojski lekarz dr Janusz Erben oraz występujący po cywilnemu konspiratorzy, zaowocowały umożliwianiem partyzantom przekraczania granicy na stronę czechosłowacką.

Wiadomości o tych „podejrzanych kontaktach” dotarły do Wydziału Informacji (tj. kontrwywiadu) WOP, który zatrzymał Dołęgowskiego i jego ludzi. Udało mu się jednak umknąć i 2 lipca 1946 r. wraz z dziewięcioma podkomendnymi dołączył do oddziału „Orlicza”, gdzie został życzliwie przyjęty. Jednak gdy maszerowali do obozowiska, zlokalizowanego na polanie Sulowa Cyrhla w masywie Babiej Góry, zbiegł jeden z wopistów, który przedostał się aż do Jabłonki, gdzie mieściła się Komenda Odcinka WOP i wskazał miejsce pobytu partyzantów.

Wiadomości o nadchodzącej obławie dotarły do „Orlicza”. Część podkomendnych wysłał, by wciągnęli przeciwnika w zasadzkę, sam pozostał z resztą oddziału, by ewakuować obóz. Jednak wopiści minęli się z wysłaną im naprzeciw grupą i zaatakowali z niespodziewanej strony. Gdy rozpoczęła się wymiana ognia, „Orlicz” miał rozkazać odwrót, a sam osłaniał swoich ludzi ogniem cekaemu. Wtedy odniósł śmiertelną ranę.

Porucznik Stanisław Marek „Orlicz” poległ 12 lipca 1946 r. Wraz z nim zginęli dwaj podkomendni: plut. Stanisław Marszałek „Gwizd” oraz sierż. „Bielski” (prawdopodobnie Stanisław Koczur). Pamiątką tego wydarzenia była nazwa Mogiła Trzech Stanisławów (lub Mogiła Trzech Partyzantów), którą określano Sulową Cyrhlę.

Znanego w okolicy partyzanckiego dowódcę – Stasia, jak napisała na nagrobku pogrążona w żalu rodzina – na cmentarz w Zawoi Centrum odprowadzał ksiądz oraz liczni żałobnicy. To w realiach powojennej Polski rzadkość. Najczęściej poległych w walce partyzantów chowano potajemnie, jako „bandytów” lub osoby o nieznanych nazwiskach. Czy istniało jakieś porozumienie, czy „tylko” milcząca aprobata miejscowych placówek WOP i milicji, które nie interweniowały? Nie wiadomo. Dziś pamiątką tej niezwykłej sytuacji, a zarazem pamięci rodziny i mieszkańców Zawoi, są zadbane, partyzanckie groby.

Tekst Krzysztof Pięciak

do góry