Po zakończeniu II wojny światowej tysiące żołnierzy powojennego podziemia niepodległościowego stawiło zbrojny opór nowemu reżimowi – komunistycznej dyktaturze. Rozbijano posterunki MO, siedziby UB i więzienia. Wykonywano wyroki i przeprowadzano rekwizycje. Staczano potyczki z obławami aparatu represji. Apogeum działań powojennego podziemia przypada na przełom 1945 i 1946 r. W 80. rocznicę tych burzliwych wydarzeń, w każdy kolejny pierwszy piątek miesiąca, przedstawiamy na łamach „Gazety Krakowskiej” sylwetki żołnierzy niezłomnych, walczących z bronią w ręku o Polskę naprawdę niepodległą.
Przeciw komunistom, przeciw Niemcom
Spośród bohaterów prezentowanych w rubryce „Małopolski Bohater Podziemia” Wojciech Błasik był najstarszy. Urodził się w 1901 r., a więc miał 38 lat w momencie wybuchu wojny, a w 1945 r. czterdzieści i cztery lata. Pochodził z jasielskich Warzyc. Skończył szkołę powszechną, a potem przez pięć lat służył w wojsku – najpierw w 20. pułku piechoty w Krakowie, później w 6. pułku strzelców podhalańskich w Stryju. Wyszedł z wojska jako podoficer rezerwy, w stopniu plutonowego.
Pracował na kolei w Tarnowie jako prosty robotnik. Sympatyzował z narodową demokracją, nie lubił komunistów. Zwalczaniem ruchu komunistycznego w Tarnowie zajmował się funkcjonariusz policji politycznej, czyli słynnej „Defensywy”, Józef Wesołowski. Pod koniec lat 20. Błasik został jego współpracownikiem i wziął udział w policyjnej prowokacji – wstąpił do Komunistycznej Partii Polski i udostępnił swoje mieszkanie na partyjne spotkanie. Uprzedzony o spotkaniu Wesołowski aresztował jego uczestników. Żeby uniknąć dekonspiracji również Błasik został skazany na pół roku więzienia, ale w zawieszeniu. Więcej z policją nie współpracował. W drugiej połowie lat 30. był członkiem Stronnictwa Narodowego.
Kiedy wybuchła wojna, Błasik szybko włączył się w działalność ZWZ, przemianowanego później na AK. Najpierw był członkiem komórki kolejowej, a następnie – jako czterdziestoletni podoficer rezerwy – został dowódcą plutonu Wojskowej Służby Ochrony Powstania (WSOP) w Placówce AK Tarnów, krypt. „Tekla”. Oddziały WSOP, złożone ze starszych żołnierzy, były tworzone na wypadek działań powstańczych, by pełnić służbę na zapleczu, głównie wartowniczą, porządkową czy pilnowania jeńców. Do powstania powszechnego nie doszło, a w ramach akcji „Burza” Obwód AK Tarnów wystawił 1. batalion „Barbara” 16. pułku piechoty AK. Błasik, posługujący się w konspiracji ps. „Walek”, nie brał jednak udziału w walkach partyzanckich.
Oddział dywersyjny WiN
Kiedy przeszedł front i w Tarnowie zainstalowały się władze komunistyczne, miejscowi akowcy szybko na nowo zaczęli się organizować. Już w lutym 1945 r. Błasik został zaangażowany do dalszej konspiracji przez byłego zastępcę dowódcy Placówki AK „Tekla” Mariana Borowca „Myszkę”. Kilka miesięcy później, gdy funkcjonujące w mieście poakowskie struktury zostały włączone w ramy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, Błasik objął dowództwo nad kilkuosobową grupą Teodora Truchana „Bartosza”, którą można odtąd nazywać oddziałem samoobrony Placówki WiN Tarnów. Większość jej członków stanowili młodzi akowcy, 18-, 20-letni, często z doświadczeniem walk partyzanckich w batalionie „Barbara”. Bezpośrednim przełożonym „Walka” pozostał Borowiec „Myszka”. Równolegle do pracy konspiracyjnej Błasik prowadził jawne życie – pracował w Miejskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej w Tarnowie.
WiN to była konspiracyjna organizacja polityczna, nie wojskowa, jej założenia odżegnywały się od walki zbrojnej. Ale założenia to jedno, a rzeczywistość to co innego. We wschodniej Polsce pod szyldem WiN funkcjonowały całe zgrupowania partyzanckie, a w Obszarze Południowym WiN powstawały oddziały samoobrony, gotowe do akcji wymierzonych w szczególnie gorliwych czy niebezpiecznych przedstawicieli reżimu. W grudniu 1945 r. oddział Błasika ukarał chłostą funkcjonariusza Straży Więziennej Jana Krygicza, który znęcał się na więźniami, byłymi żołnierzami AK. Niedługo potem Krygicz zwolnił się ze służby i wyjechał z Tarnowa. W maju 1946 r. karę chłosty wymierzono Pawłowi Krzyżankowi, sekretarzowi koła PPS w Państwowej Fabryce Związków Azotowych w Mościcach. W tym samym czasie „Walek” otrzymał od „Myszki” rozkaz likwidacji Bogdana Grzybka, byłego akowca, podejrzanego o współpracę z UB. Grzybek ps. „Posępny”, był szkolnym i konspiracyjnym kolegą młodych winowców z oddziału Błasika. Przed wykonaniem wyroku „Walek” chciał zdobyć dowody współpracy z UB, wstrzymywał się z akcją; w czasie późniejszego procesu zeznawał, że prosił „Myszkę” o cofnięcie rozkazu. Ale w tym czasie „Posępny” został zastrzelony przez byłych akowców z innej formacji –grupy Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Tadeusza Gajdy „Tarzana”. Członkowie tej grupy byli kolegami z konspiracji podwładnych Błasika.
Błasik brał również udział w działalności wywiadowczo-propagandowej. Zdobywał informacje na temat działaczy PPR i funkcjonariuszy UB. Pozostawał w bezpośrednim kontakcie ze Zbigniewem Wójcikiem „Korkociągiem”, oficerem śledczym UB w Tarnowie, a zarazem informatorem WiN. Oddział „Walka” uczestniczył w akcjach propagandowych, rozlepiając m.in. ulotki informujące o represjach UB, o wydarzeniach 3 maja 1946 r. w Krakowie, czy nawołujące do głosowania zgodnie ze stanowiskiem WiN „jeden raz TAK, dwa razy NIE” w referendum z czerwca 1946 r.
Tak, jestem Błasik Wojciech
W sierpniu 1946 r. UB rozbił grupę PAS-NZW „Tarzana”, a konspiracyjne powiązania pozwoliły na dojście w śledztwie do tarnowskiego WiN. Kilku żołnierzy Błasika wpadło w ręce UB, inni zaczęli się ukrywać lub wyjechali z Tarnowa. Tak samo zrobił „Walek”. Najpierw wyjechał do rodziny do Warzyc. Posługiwał się fałszywą kenkartą na nazwisko Zygmunt Zając, którą dostał jeszcze w AK. W październiku 1946 r. powrócił do Tarnowa, ukrywał się w kryjówce w swoim domu i u znajomych z organizacji. Nie ujawnił się po amnestii z lutego 1947 r. Korzystając z akowskich kontaktów mieszkał po parę miesięcy w Lęborku, Szczecinie, w klasztorze bonifratrów we Wrocławiu, potem w Świebodzicach. Do Tarnowa ponownie wrócił we wrześniu 1947 r. Nie podejmował działalności konspiracyjnej, ale wciąż się ukrywał i utrzymywał kontakt z byłymi działaczami WiN. Został aresztowany w grudniu 1949 r., w zasadzce urządzonej przez UB w jego domu. Zaskoczony próbował sięgnąć po broń, a gdy to udaremniono powiedział: „Tak, jestem Błasik Wojciech, a cokolwiek robiłem, to robiłem jako dobry Polak”.
Zaczęło się śledztwo i tortury. Na tyle poważne, że nie dało się ich ukryć i konieczne było wewnątrzresortowe śledztwo. Od dnia zatrzymania Błasik był regularnie bity. Kopano go po nogach, biodrach i plecach. Bito gumową pałką po stopach. Przywiązywano mu do rąk przewody elektryczne i rażono prądem. Uderzeniem krzesła rozcięto mu głowę w okolicy skroni. Jednym z oprawców był ówczesny zastępca szefa UB w Krakowie, a późniejszy minister spraw wewnętrznych PRL Franciszek Szlachcic.
W wyniku powtarzanego bicia Błasik miał tak opuchnięte i ropiejące nogi, że konieczne było wysłanie go do szpitala i trzy operacje. W szpitalu poczuł się bezpieczniej, odwołał wymuszone biciem zeznania. Za stosowanie niedozwolonych metod śledczych kilku funkcjonariuszy zostało ukaranych; zaledwie paroma dniami aresztu.
Błasik był sądzony w sierpniu 1950 r. w Tarnowie. W protokole rozprawy zapisano, że odwołując zeznania ze śledztwa pokazywał publicznie blizny na głowie i nogach. Mimo to został skazany na 15 lat więzienia. Siedział w Rawiczu i Potulicach. Nie wypuszczono go po amnestii z kwietnia 1956 r., gdy większość więźniów politycznych wychodziła już z więzień. Zmniejszono mu jedynie wymiar kary do 10 lat. Opuścił zakład karny dopiero w kwietniu 1957 r.
Miał 56 lat i zrujnowane po śledztwie zdrowie. Nie mógł już pracować jako robotnik, zarabiał jako strażnik w inwalidzkiej spółdzielni pracy, później jako magazynier w Zarządzie Budownictwa Mieszkaniowego w Tarnowie. Jego tortury były udokumentowane w czasie procesu, mógł więc podjąć próbę ubiegania się o rekompensatę. Po trzech latach starań przyznano mu jednorazowe odszkodowanie i comiesięczną niewielką rentę. Zmarł dziesięć lat po opuszczeniu więzienia, w wieku 66 lat.
Tekst Michał Wenklar
