• Facebook
  • X
  • Instagram
  • Szukaj

80. rocznica niemieckiej zbrodni w Janowicach

21 sierpnia 2024 r., w 80. rocznicę niemieckiej pacyfikacji Janowic (pow. miechowski, gm. Słaboszów), dyrektor krakowskiego oddziału IPN dr hab. Filip Musiał i wójt Słaboszowa Łukasz Dela złożyli kwiaty pod pomnikiem ofiar w Janowicach oraz na zbiorowej mogile na cmentarzu parafialnym w Słaboszowie.

21.08.2024

Pomnik w Janowicach postawiono w pierwszej połowie lat 70. XX wieku, zbiorowa mogiła na cmentarzu w Słaboszowie została społecznie zabezpieczona przed zniszczeniem. Oba obiekty wymagają renowacji.

Janowice 1944

Po pacyfikacji Opatowca, Książa Wielkiego, Skalbmierza i Barbarki, 21 sierpnia 1944 r. Niemcy dokonali krwawej pacyfikacji wsi Janowice w gminie Słaboszów (pow. miechowski). W akcji przeciwko mieszkańcom Janowic wzięły udział formacje niemieckiej policji z Miechowa oraz niezidentyfikowane jednostki kolaboranckich wojsk złożonych z byłych obywateli sowieckich. Świadkowie zapamiętali, że okupanci przeprowadzili masowe aresztowania, w trakcie których wyselekcjonowali do zamordowania 18 osób. Wśród nich było 15 zidentyfikowanych z imienia i nazwiska mieszkańców Janowic oraz trzy osoby nieznane, które znalazły się na miejscu niemieckiej zbrodni przypadkowo.

Janowice to wieś położona w odległości około 10 km od Miechowa. Na tym terenie w sierpniu 1944 r. działały oddziały partyzanckie złożone z żołnierzy 106 DP AK i Krakowskiej Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej krypt. „Bank”. Swoje akcje patrolowe i aprowizacyjne prowadzili również partyzanci z Batalionu „Skała” z krakowskiego Kedywu. Intensywność tych działań była tak duża, że Niemcy czuli się niepewnie na tym obszarze. Każdy pretekst mógł stanowić przyczynę akcji pacyfikacyjnych.

Kazimierz Wachacki, podzielił się swoimi wspomnieniami z tamtego czasu w ramach programu IPN Notacje Świadków Historii: – To był poniedziałek. Około godziny piątej po południu wyganialiśmy z bratem krowy na pole. Wyszliśmy na pagórek, jakieś sto metrów od domu, patrzymy, pali się dom u Matiasa. W tym momencie pojawił się samolot, który leciał prosto na nas. Zniżył lot tak bardzo, że aż się zakurzyło po roli. Ja w płacz, zawróciliśmy, zamknęliśmy krowy i wróciliśmy do domu.

Kazimierz Wachacki powiedział, że do jego domu przyszli żołnierze, mówiący w języku rosyjskim lub ukraińskim, którzy chcieli zabrać jego ojca. Ten jednak był w polu, więc uniknął losu innych aresztowanych. Samych egzekucji Wachacki nie widział. Słyszał tylko strzały dobiegające z okolic stacyjki wąskotorówki z Działoszyc do Miechowa.

– Gdy wszystko się skończyło, na wsi najpierw zapanowała cisza jak makiem zasiał. Było słychać przelatującą muchę. Ani pies nie zaszczekał. Aż nagle rozległ się ogromny lament. Pobiegłem w lucernę koło stacyjki, gdzie leżeli pomordowani. Głowy mieli tak porozrywane, że nie dało się rozróżnić twarzy – opowiedział nam świadek wydarzeń.

do góry