-
Groby ofiar niemieckiej pacyfikacji w gminie Luborzyca. Fot. Janusz Ślęzak (IPN) -
Groby ofiar niemieckiej pacyfikacji w gminie Luborzyca. Fot. Janusz Ślęzak (IPN) -
Groby ofiar niemieckiej pacyfikacji w gminie Luborzyca. Fot. Janusz Ślęzak (IPN) -
Groby ofiar niemieckiej pacyfikacji w gminie Luborzyca. Fot. Janusz Ślęzak (IPN) -
Groby ofiar niemieckiej pacyfikacji w gminie Luborzyca. Fot. Janusz Ślęzak (IPN) -
Groby ofiar niemieckiej pacyfikacji w gminie Luborzyca. Fot. Janusz Ślęzak (IPN)
3 lipca 2023 r., w 80. rocznicę pacyfikacji kilku wsi w gminie Luborzyca, dyrektor Oddziału IPN w Krakowie dr hab. Filip Musiał i wójt gminy Kocmyrzów-Luborzyca Marek Jamborski złożyli hołd ofiarom niemieckich zbrodni. Krótką modlitwę zmówił ks. Tadeusz Majcher, proboszcz Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Luborzycy.
Niemiecka ekspedycja karna w gminie Luborzyca
Nad ranem 3 lipca 1943 r. do wsi Marszowice i Wilków pod Krakowem wjechały furmanki z funkcjonariuszami policji niemieckiej i policji granatowej. Gdy dojechali do domu sołtysa Marszowic, grupa rozbiegła się po gospodarstwach w poszukiwaniu osób wskazanych przez dowódcę ekspedycji.
Jak wspominał Mieczysław Krzyżanowski: „załadowali aresztowanych na furmanki i pojechali z nami na dworskie pastwisko […]. Tam polecili zejść z furmanek aresztowanym i pod eskortą wyprowadzili nas na pagórek znajdujący się koło drogi. Aresztowanym polecili się położyć twarzą do ziemi. Wówczas polecili mnie powstać i zostałem odprowadzony […]. Po kilku minutach po tym słyszałem pojedyncze strzały z karabinów dochodzące z pagórka, na którym leżeli aresztowani”.
Wkrótce Niemcy przeprowadzili także egzekucję w sąsiednim Wilkowie. „Oglądałam po egzekucji zwłoki rozstrzelanych i stwierdziłam, iż wszyscy oni zostali zabici strzałami oddanymi w tył głowy, w momencie znajdowania się w pozycji leżącej twarzami do ziemi” – wspominała po latach córka sołtysa Otylia Kwiecień.
Wozy niemieckiej ekspedycji karnej pojechały potem polną drogą do Luborzycy. Tam miała się odbyć egzekucja rodziny Wójcików. Zanim Niemcy dojechali na miejsce, w Woli Luborzyckiej zginął przypadkowo Jan Adamski. Szedł do pracy, a widząc Niemców zaczął uciekać w kierunku Goszyc. Padły w jego kierunku strzały. Został ranny, a następnie dobity.
Kiedy Niemcy dotarli do Luborzycy, weszli do domu Wójcików i wyprowadzili obudzonych członków rodziny, a także ich krewnego Teofila Jelenia. Około szóstej rano wykonano egzekucję na sześciu osobach. Łącznie tego dnia zginęło 20 Polaków. Zwłoki wszystkich zamordowanych przewieziono na cmentarz parafialny w Luborzycy i tam zostały pogrzebane w zbiorowych mogiłach.
Dotychczas ustalono personalia tylko jednego niemieckiego funkcjonariusza biorącego udział w pacyfikacji – członka straży pocztowej (Postschutzu) z Miechowa Franza Müllera. Zbrodni dokonali jednak przede wszystkim funkcjonariusze żandarmerii z posterunku w Miechowie, a dowodzić miał, jak zeznawali świadkowie, funkcjonariusz niemieckiej Kriminalpolizei z Miechowa. W akcji uczestniczyli również, jako przewodnicy, funkcjonariusze granatowej policji z okolicznych posterunków.
Za przyczyny pacyfikacji uznaje się m.in. zaangażowanie mieszkańców Marszowic w pomoc miejscowym strukturom Batalionów Chłopskich, o czym Niemcy dowiedzieli się od swoich agentów. Podejrzenie o współpracę z Niemcami padło także na ks. Antoniego Skoczyńskiego, wikarego z Luborzycy. Zarówno on jak i rozszyfrowani jako konfidenci Anna i Piotr Dońcowie zostali skazani przez Polskie Państwo Podziemne na karę śmierci i zlikwidowani.