Do największej zbrodni doszło we Lwowie, gdzie w czterech więzieniach (Brygidki, Zamarstynów, Jachowicza i Łąckiego), funkcjonariusze NKWD i NKGB pozbawili życia ponad 3 tys. osób. W tej grupie byli przedstawiciele polskich, ukraińskich, żydowskich i ormiańskich elit. Działacze polityczni i społeczni, urzędnicy, wojskowi, policjanci, ziemianie, przemysłowcy, kupcy, nauczyciele, duchowni, lekarze, sportowcy, członkowie antysowieckiego podziemia, również jeńcy niemieccy, a nawet oskarżeni o zdradę żołnierze Armii Czerwonej.
Wybuch wojny wywołał chaos i panikę w garnizonach i władzach różnych szczebli Armii Czerwonej na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej. We Lwowie– ulica Łyczakowska – pełna była uciekinierów: oficerów wojska i milicji, członków partii komunistycznej i urzędników, którzy z rodzinami i dobytkiem w pośpiechu opuszczali miasto. Ich exodus wywołał entuzjazm ludności, spodziewającej się końca okupacji sowieckiej.
Niemiecki atak postawił pod znakiem zapytania los kilkudziesięciu tysięcy osób przetrzymywanych w więzieniach na Kresach Wschodnich. Stanowili oni zaplecze sowieckiego systemu pracy niewolniczej, było więc oczywiste, że władze ZSRS będą dążyć do ich ewakuacji w głąb kraju. Nie brano w ogóle pod uwagę możliwości wypuszczenia na wolność „politycznych”, tak jak uczyniły to władze polskie we wrześniu 1939 r.
W omawianym okresie, na skutek trwających cały czas aresztowań, wszystkie więzienia Lwowa były straszliwie przepełnione. 22 czerwca 1941 r. przebywało w nich 4960 podsądnych, z czego 3688 w tiurmie nr 1 – Brygidki, 520 w tiurmie nr 2 Zamarstynów i 752 w tiurmie nr 4 Jachowicza. Raport nie uwzględniał więzienia NKGB na Łąckiego, gdzie również przetrzymywano kilkuset aresztowanych. Łączną liczbę osadzonych należy szacować na 5600-5800 osób. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej do więzień trafiło wielu nowych zatrzymanych, zwłaszcza pod zarzutem dywersji wobec Armii Czerwonej.
22 czerwca w tiurmach nr 1-4 obwodu lwowskiego (Brygidki, Zamarstynów, Złoczów, Jachowicza) wykonano zasądzone już wyroki śmierci na 108 więźniach, a ich zwłoki ukryto w nieznanych miejscach. Równocześnie we Lwowie zakończono kompletowanie dużego transportu ewakuacyjnego, liczącego 999 osób, który jeszcze tego samego dnia wyruszył w kierunku Berdyczowa. Tam pozostawiono część osób, a pozostałe odkonwojowano do Nowosybirska.
Również tego samego dnia przepędzono przez miasto inną, liczącą około 800 osób, kolumnę więźniów. Gnano ją pieszo aż do Moskwy. Opadłych z sił przebijano bagnetami. Dopiero ze stolicy ZSRS pozostałych przy życiu przewieziono koleją do Pierwouralska. Tam okazało się, że przeżyło zaledwie 248 więźniów. Prawdopodobnie byli to ewakuowani z Gródka Jagiellońskiego i wykorzystywani do prac budowlanych polscy jeńcy wojenni z tzw. obozu lwowskiego.
23 czerwca 1941 r. główny zastępca komisarza ludowego spraw wewnętrznych Wasilij Czernyszow nakazał wydzielenie 778 wagonów do ewakuacji 23236 osób osadzonych w więzieniach Lwowa, Przemyśla, Sambora, Stryja, Krzemieńca, Złoczowa, Dubna, Równego, Ostroga, Stanisławowa, Kołomyi, Łucka, Włodzimierza Wołyńskiego, Kowla, Tarnopola, Brzeżan, Czortkowa, Czerniowiec, Chocimia, Storożyńca, Izmaila i Peczeniżyna. 4591 „lwowskich więźniów” miało zostać ewakuowanych na tereny Baszkirskiej ASRS, Ordżonikidzkiego Kraju, obwodów archangielskiego, iwanowskiego i mołotowskiego. Dla realizacji tego planu koniecznych było 187 wagonów. Kolej nie dysponowała jednak wystarczającą ilością taboru, ponieważ nadal w pierwszej kolejności wywożono mieszkające we Lwowie i strefie przygranicznej sowieckie rodziny, rannych, a także zagrabione mienie. Odpowiedzialny za przeprowadzenie operacji 233 pułk 13 Dywizji Wojsk Konwojowych NKWD zdołał zestawić tylko jeden transport złożony z 527 więźniów i 33 żołnierzy, który odjechał w kierunku Kirowogradu.
23 czerwca 1941 r. Wehrmacht dotarł na odległość 30 km od Lwowa, co jeszcze bardziej spotęgowało panikę wśród Sowietów. Uległo jej również kierownictwo Zarządu NKWD Obwodu Lwowskiego, którego naczelnik Michaił Diatłow dwa razy – o godz. 20.00 i 24 czerwca o godz. 3.00 w nocy – nakazywał wszystkim podległym sobie jednostkom ewakuację z miasta, po czym rozkaz ten odwoływał.
Z powodu ucieczki NKWD więzienia pozostawały bez nadzoru przez kilka godzin. Los dał aresztowanym niespodziewaną szansę wydostania się na wolność. Najwcześniej dostrzeżono ją na „Brygidkach”, gdzie już rankiem więźniowie pospolici odpowiedzialni za rozdzielanie posiłków zaczęli otwierać cele. W większości przypadków brakowało kluczy, dlatego osadzeni sami przystąpili do rozbijania zamków lub wybijania otworów w ścianach za pomocą metalowych elementów z rozebranych pieców. Zdecydowana większość z nich nie zdążyła jednak opuścić tiurmy przed niespodziewanym pojawieniem się wracającej z patrolowania miasta niewielkiej grupy żołnierzy 233 pułku Wojsk Konwojowych NKWD, która otworzyła ogień do uciekających. Zginęło 20 osób, a 46 było rannych. Według danych NKWD z „Brygidek” wydostało się na wolność 220-300 osób. Próbę ucieczki podjęto też na „Jachowicza”, ale więźniom zabrakło czasu, aby częściami metalowymi z rozbitych pieców wyważyć drzwi. Na Zamarstynowie zabrakło kogoś, kto by ich uświadomił o zaistniałej sytuacji.
Wspomnianej nocy panice uległa także obsługa tiurmy NKGB przy ul. Łąckiego. Już 23 czerwca 1941 r. dokonano tam masowej likwidacji wszystkich więźniów. Podsądnych gromadzono w celach na parterze i po wydaniu komendy „kłaść się” masakrowano bezbronne ofiary ogniem z broni krótkiej, a zdradzających oznaki życia dobijano. Zbiorową egzekucję przeżyło zaledwie 26 osób, które ukryły się pod ciałami zamordowanych kolegów. Część z nich wydostała się na wolność po ucieczce funkcjonariuszy GPU, a rannych odszukali i przetransportowali do szpitala mieszkający w tym rejonie Polacy.
Obsługa powróciła do więzień po południu tego dnia, a do ich ochrony skierowano dodatkowe oddziały wojsk pogranicznych NKWD. Po stłumieniu buntu na Brygidkach zapędzono uciekinierów z powrotem do cel, a następnie podjęto próbę odtworzenia utraconej dokumentacji. Każdy podsądny musiał obok swych danych personalnych wypisać na kartkach paragraf oskarżenia, co potem sprawdzano przez odpytywanie. Sowieci mieli niewielkie możliwości weryfikacji tych informacji, na ich podstawie zdecydowano jednak potem o losie więźniów. „Oszustwo” polegające na podaniu fałszywego nazwiska, „łagodniejszego” pospolitego paragrafu lub w ogóle ukrycie powodu aresztowania uratowały życie niejednej osoby.
Rozprzężenie, jakie wdarło się w szeregi sowieckiej bezpieki i administracji stało się sygnałem dla OUN do zbrojnego wystąpienia. Jej niewielkie liczebnie oddziały zaczęły ostrzeliwać z dachów, strychów, piwnic i załomów ulic przejeżdżające przez miasto oddziały Armii Czerwonej. Zaatakowały też więzienie na Brygidkach, wywołując następną panikę wśród jego ochrony, nie zdołały jednak uwolnić przetrzymywanych tam członków organizacji.
Sowieci przystąpili do bezwzględnego tłumienia ukraińskiego powstania, wzmagając terror i represje. Schwytanych z bronią, z rękami na karku prowadzono do więzień lub jeszcze na ulicach bezlitośnie rozstrzeliwano. Zabijano nawet przypadkowych przechodniów oskarżanych o strzelanie do żołnierzy Armii Czerwonej. Normą stało się wrzucanie granatów do piwnic, ostrzeliwanie otwartych okien, a także wież kościołów, w przekonaniu, że stały się one miejscem ukrycia bojówek OUN.
Nie wiadomo, jak wiele osób straciło życie, ale świadkowie wspominają o ciałach leżących na ulicach i peryferiach miasta. Do końca dnia Sowieci rozprawili się z większością rozproszonych i słabo uzbrojonych grup bojowców. Powstanie OUN przygasło i odtąd tylko sporadycznie dochodziło do dywersji przeciwko Armii Czerwonej.
25 czerwca 1941 r. dowódca sowieckiego garnizonu ogłosił we Lwowie stan wojenny. Wprowadzono godzinę milicyjną od 22 wieczorem do 5 rano, nakazując cywilom zdanie posiadanej broni białej lub palnej. Wjazd do miasta i wyjazd z niego możliwy był tylko na podstawie specjalnej przepustki. Wszystkie frontowe okna miały być zamknięte, a bramy przymknięte i nie wolno było przy nich przebywać. Nakazano ujawnianie zbiegów z więzień i grożono karami za ich ukrywanie. Sowiecka administracja powróciła do miasta, a na ulicach pojawiły się dodatkowe patrole uzbrojonej cywilnej milicji z czerwonymi opaskami na ramieniu. Był to zmobilizowany aktyw partyjny, który rewidował przechodniów i ostrzeliwał otwarte okna.
Brak możliwości ewakuacji wszystkich więźniów przesądził o losie „politycznych”. 23 czerwca 1941 r. przekazano z Kijowa do Lwowa telefoniczny rozkaz ich likwidacji, zwolnienia „pospolitych” i wywózki tylko złapanych na tzw. zielonej granicy. Zbrodniczą dyspozycję potwierdził wysłany 25 czerwca do obwodowych urzędów NKWD poufny telegram ludowego komisarza spraw wewnętrznych Ławrientija Berii, nakazujący rozstrzelanie więźniów skazanych za „działalność kontrrewolucyjną” i dywersję oraz pozostających w śledztwie z tych samych powodów.
Na Brygidkach masowe rozstrzeliwanie „politycznych” rozpoczęto 24 czerwca 1941 r. Wznowiono też egzekucje w „rozładowanym” już więzieniu NKGB na Łąckiego, gdzie trafiali kolejni podejrzani o antysowiecką działalność. W nocy a 24 na 25 czerwca zaczęła się akcja likwidacyjną na Jachowicza, a 26 czerwca na Zamarstynowie. Wieści o tym zaczęły docierać do opinii publicznej, budząc przerażenie.
Zaplanowanej zbrodni starano się nadać pozory praworządności. 25 czerwca 1941 r. Zarząd NKWD Obwodu Lwowskiego wraz z Prokuraturą Obwodu Lwowskiego wytypowały do rozstrzelania 2239 osób. Na zaakceptowanych przez prokuratora obwodu lwowskiego Leontija P. Charytona listach śmierci widnieje data 26 czerwca 1941 r., jego podpis i odręczna adnotacja: „Rozstrzelanie jako wrogów ludu sankcjonuję”.
Tego samego dnia odkonwojowano ze Lwowa przez Kursk w kierunku Ufy ostatnią grupę więźniów liczącą 148 osób. Znalazły się w niej osoby aresztowane za nielegalne przekraczanie granicy, 48 niemieckich jeńców wojennych oraz uznany za „element społecznie niebezpieczny” wybitny polski aktor Eugeniusz Bodo. Zarząd Więzień NKWD USRS rozważał jeszcze ewakuację pozostałych przy życiu więźniów w głąb ZSRS, ale po raz kolejny okazało się to niewykonalne. Egzekucje kontynuowano do rana 28 czerwca 1941 r.
Zagłada więźniów przebiegała następująco:
- W Brygidkach wyprowadzano więźniów do piwnic, gdzie stłoczonych zabijano z broni ręcznej. W celu przyspieszenia masowego mordu spędzano ich także na dziedziniec wewnętrzny przylegający do ul. Emila Byka, a tam masakrowano ogniem z karabinów maszynowych i obrzucano granatami. Odgłosy egzekucji tłumiono hukiem pracujących silników aut ciężarowych i ciągników. Część ofiar zamurowano żywcem w podziemiach. Ciała rozstrzelanych ukryto w siedmiu dołach w piwnicach i na podwórzu z tyłu budynku od strony ul. Kazimierzowskiej. Więzienie zostało podpalone przez wycofujące się wojska NKWD w celu zniszczenia resztek dokumentacji.
- Na Zamarstynowie zabijano podsądnych „metodą katyńską” na parterze budynku i na dziedzińcu, a ciała ukryto w piwnicach i dole wykopanym na terenie spacerniaka. Ten ostatni został potem na polecenie władz niemieckich zabetonowany, a zwłoki ekshumowano dopiero w latach 1994-1999.
- W areszcie policyjnym przy ul. Jachowicza w krótkich odstępach wywoływano więźniów nocą, by następnie w piwnicach mordować ich strzałem w tył głowy. Tam również ukryto ich zwłoki, część także na terenie spacerniaka w dole o wymiarach 5 na 6 metrów, który przysypano cienką warstwą piasku.
- Na Łąckiego, tak jak wcześniej, gromadzono więźniów w celach na pierwszym piętrze i zabijano przy użyciu broni ręcznej. Zwłoki ukryto w piwnicach, na podwórzu w dwóch przysypanych ziemią dołach oraz drewnianej szopie.
Bestialstwo morderców przeszło wszelkie wyobrażenia. Odnalezione ciała nosiły ślady strasznych tortur. Niektórym osobom rozrąbano głowy toporem, ściągnięto skórę z rąk, znaleziono też ludzi przybitych do ścian i podpalonych ze związanymi do tyłu rękami. Przerażenie budził widok zgwałconych kobiet z poobcinanymi piersiami, mężczyzn pozbawionych genitaliów, ukrzyżowanego księdza z rozprutym brzuchem, piwnic z uduszonymi ludźmi i cel pokrytych kilkudziesięciocentymetrową warstwą krwi.
Oprawcy z NKWD i NKGB opuścili Lwów nocą lub wczesnym rankiem 29 czerwca 1941 r. Niedługo potem mieszkańcy włamali się do więzień, uwalniając pozostałe przy życiu osoby. Na Zamarstynowie dokonała tego grupa polskich lekarzy, kierowana przez dr Józefa Aleksiewicza. Z kolei na „Brygidkach” część zamurowanych żywcem w piwnicach uratowali od uduszenia się członkowie ukraińskiej milicji, która ujawniła się później w mieście, już po wkroczeniu Niemców. Na „Jachowicza” nieliczni ocalali więźniowie sami wyłamali drzwi cel i wydostali się na wolność.
Tragiczny bilans zbrodni zamyka się liczbą około 3 tys. zamordowanych. Należy do niej doliczyć nieznaną liczbę mieszkańców Lwowa, którzy stracili życie na ulicach wskutek odwetu za powstanie OUN. 1722 osoby ewakuowano w głąb ZSRS, a 414 zwolniono jako więźniów pospolitych. W czasie ucieczek w dniach 24 i 29 czerwca 1941 r. na wolności znalazło się od 532 do 674 osób. Niestety część z nich na skutek przeżyć więziennych wkrótce zmarła.
Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, dlaczego we wszystkich tiurmach sowiecka bezpieka pozostawiła przy życiu niewielkie grupy więźniów. Być może spowodowała to konieczność natychmiastowej i ostatecznej ewakuacji ze Lwowa. Mordercy nie zdołali ukryć ani zatrzeć wszystkich śladów zbrodni.
Jako trzon armii niemieckiej, 30 czerwca 1941 r. około godz. 4.30 wkroczył do Lwowa ukraiński batalion „Nachtigall”. Jego dowództwo, wiedząc o dokonującej się tragedii, natychmiast skierowało część żołnierzy do więzień oraz siedziby NKWD przy ul. Pełczyńskiej. Było już jednak za późno.
Następnie weszły do miasta oddziały 1 Dywizji Górskiej. Dramat końca sowieckiej okupacji spowodował, że ogół mieszkańców witał Niemców jak wybawicieli. Swe nadzieje związali z nimi Ukraińcy liczący na utworzenie własnego państwa.
Jeszcze tego samego dnia dowództwo 17 armii niemieckiej powołało specjalny zespół lekarzy i prawników do przeprowadzenia inspekcji lwowskich więzień. Grupa ta udała się kolejno do Brygidek, Łąckiego i na Zamarstynów, przesłuchała też kilka ocalałych osób i świadków wydarzeń. Zebrana dokumentacja stała się częścią wydanego w 1941 r. przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych III Rzeszy opracowania pt. „Bolszewickie zbrodnie przeciwko prawom wojny i ludzkości”.
Nowy okupant dołożył wszelkich starań, aby wykorzystać zbrodnię propagandowo. Z polecenia niemieckiego dowództwa miejsca kaźni nawiedzali żołnierze Wehrmachtu. Zbrodnię relacjonowali reporterzy i korespondenci wojenni z 1 i 4 Dywizji Górskiej oraz przysłana z Niemiec grupa 20 dziennikarzy i radiowców. Zaproszono też przedstawicieli mediów zagranicznych ze Szwajcarii, Portugalii i Szwecji. Szeroko rozpowszechniano fotografie z miejsc zbrodni, o bolszewickim okrucieństwie rozpisywała się prasa gadzinowa, przypominały o nim kroniki dokumentalne. W ten sposób naziści kreowali przed światem swój wizerunek wybawicieli od czerwonego bezprawia.
O współudział w zbrodni Niemcy oskarżyli Żydów, wykorzystując sytuację do krwawej rozprawy z nimi. Również część lwowian odnosiła się do Żydów wrogo, oskarżając ich o wysługiwanie się sowieckiemu reżimowi. 30 czerwca 1941 r. na ulicach miasta pojawiły się plakaty i ulotki autorstwa OUN otwarcie nawołujące do niszczenia bez litości nie tylko Żydów, ale także komunistów i Polaków. Rozpoczął się pogrom, który potrwał cztery dni.
1 lipca 1941 r., korzystając z niemieckiego przyzwolenia, nacjonaliści ukraińscy zaczęli wyciągać ludność żydowską z domów. Już na ulicach straszliwie katowano ją, a wiele osób zmarło. Zatrzymanych pędzono na punkty zborne, a następnie kierowano do więzień, gdzie musieli przenosić i myć zwłoki zamordowanych. Sytuacja taka powtarzała się przez dwa kolejne dni. W tym samym czasie motłoch rabował i niszczył żydowskie świątynie, mieszkania i sklepy. Ogółem straciło życie około 4 tys. ludzi.
Podczas prac ekshumacyjnych Niemcy udostępnili więzienia dla „publiczności”. W ciągu zaledwie paru dni przez Brygidki, Łąckiego i Zamarstynów przewinęły się tysiące ludzi, którzy mogli na własne oczy zobaczyć skalę sowieckiego bestialstwa. Jednymi kierowała ciekawość, inni poszukiwali krewnych, licząc na to, że zdołają zidentyfikować ich zwłoki. Była to jednak trudne, ponieważ ze względu na upały rozkład ciał szybko postępował. Bezimienne ofiary grzebano manifestacyjnie przez kilka dni we wspólnym grobie na cmentarzu Janowskim.
Groźba epidemii spowodowała, że już 4 lipca 1941 r. Niemcy przerwali ekshumacje i zamknęli więzienia. Cele i piwnice ze zwłokami wychlorowano i zamurowano. Prace wznowiono w styczniu roku następnego i objęto nimi także więzienie przy ul. Jachowicza. Ogółem od lipca 1941 r. do początku czerwca 1942 r. ekshumowano 2688 ciał. Większość zamordowanych spoczęła w zbiorowych mogiłach na cmentarzach Janowskim i Łyczakowskim. Około 150- 200 zidentyfikowanych osób pochowano na innych miejskich nekropoliach i poza Lwowem.
W 1944 r. miasto nad Pełtwią ponownie znalazło się pod sowiecką okupacją. NKWD nigdy nie zapomniało swoim „podopiecznym”, że niektórym z nich udało się uniknąć śmierci w czerwcu 1941 r. Adnotacje na listach więźniów przeznaczonych do rozstrzelania jako „wrogowie ludu” jednoznacznie dowodzą, że część z tych, którzy pozostali w ZSRS, została potem skazana na kary więzienia lub zesłana do obozów pracy.
W Europie Wschodniej komunistyczny terror zmusił świadków do milczenia. Inaczej było na Zachodzie, gdzie wbrew sowieckim zamiarom, wątek zbrodni lwowskiej pojawił się w latach 1947-1948 w procesie Einsatzgruppen, towarzyszącym głównemu procesowi hitlerowskich zbrodniarzy wojennych przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Ujawnili go w trakcie przesłuchań odpowiedzialni za mord kilku tysięcy Żydów dowódcy: SS-Brigadeführer Otto Rasch (Einsatzgruppe C) i SS-Brigadeführer Erwin Schulz (Einsatzkommando 5). Nie doszło jednak do formalnego oskarżenia ZSRS o zbrodnię wojenną.
W czasie zimnej wojny zbadaniem zbrodni komunistycznych popełnionych na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej zajęła się powołana w 1954 r. dziewiętnastoosobowa Specjalna Komisja Kongresu Stanów Zjednoczonych pod przewodnictwem Charlesa J. Kerstena. W raporcie końcowym stwierdzono, że „w pierwszych dniach wojny NKWD rozstrzelało wszystkich więźniów politycznych we wszystkich miastach zachodniej Ukrainy, z wyjątkiem kilku, którzy cudem przeżyli”. Wątek lwowskiej tragedii pojawił się również podczas procesu Theodora Oberländera przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze, w latach 1959-1960.
Upadek komunizmu w Europie umożliwił przeprowadzenie dochodzeń także w Polsce i na Ukrainie. 28 czerwca 1991 r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi wszczęła śledztwo w sprawie zamordowania przez funkcjonariuszy NKWD w czerwcu 1941 r. kilku tysięcy więźniów we Lwowie przy ulicach Kazimierzowskiej, Zamarstynowskiej i Łąckiego. Zebrany materiał dowodowy, w tym liczne zeznania świadków, pozwoliły zakwalifikować masakry więzienne we Lwowie jako zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Nie podjęto jednak żadnych działań mających na celu odszukanie sprawców i pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej. 13 lipca 2015 r. śledztwo zostało umorzone.
W 50. rocznicę wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej lwowski Memoriał wszczął akcję mającą na celu odszukiwanie zwłok ofiar NKWD. Prace przeprowadzone na terenie zamarstynowskiego więzienia ujawniły dół kryjący szczątki 73 zamordowanych. Prochy ekshumowano i trzy lata później pochowano uroczyście na tzw. Polu Marsowym. W 1999 r. odbył się drugi zbiorowy pogrzeb 140 ofiar. W mieście nad Pełtwią powstały też liczne upamiętnienia związane z tragedią z lata 1941 r.
Warto pamiętać, że zbrodnie popełnione przez NKWD i NKGB we Lwowie nie były aktami odosobnionymi. Do masakr więźniów doszło także w Borysławiu, Berezweczu, Brzeżanach, Czortkowie, Dobromilu, Drohobyczu, Dubnie, Kamionce Strumiłowej, Komarnie, Krzemieńcu, Łucku, Nadwórnej, Pińsku, Równem, Rudkach, Samborze, Sarnach, Sądowej Wiszni, Stanisławowie, Starej Wilejce, Stryju, Szczercu, Tarnopolu, Wilnie, Zbarażu, Żółkwi i Złoczowie. Ponadto wiele osób pędzono w marszach śmierci. Ta tragiczna historia nie znalazła wciąż właściwego miejsca w zbiorowej pamięci Polaków.
Tekst Paweł Naleźniak