Urodził się 3 czerwca 1924 r. w Wierzbicy niedaleko Pilicy w ówczesnym pow. olkuskim. Jego ojciec Michał prowadził gospodarstwo rolne, był peowiakiem i żołnierzem wojny polsko-bolszewickiej; stryj Wincenty – nauczycielem, powstańcem śląskim. W rodzinnej wiosce ukończył szkołę powszechną. Dalszą naukę przerwał mu wybuch wojny.
Jako młody chłopak w 1942 r. wstąpił do Batalionów Chłopskich. Początkowo był łącznikiem i rozprowadzał prasę konspiracyjną. Jego starszy brat Stefan ps. „Hubert” rok później został komendantem BCh obwodu olkuskiego. Ułatwiło to Jankowi nawiązanie znajomości z licznymi ludźmi podziemia. Wiosną został żołnierzem Oddziału Specjalnego BCh pod dowództwem Edwarda Kaziora „Lota”. Chrzest bojowy przeszedł jednak nieco wcześniej, w lutym 1943 r., kiedy wziął udział w zabezpieczeniu akcji likwidacji konfidenta niemieckiego Popczyka.
Pod komendą „Lota” uczestniczył w wielu akcjach karnych, ekspropriacyjnych i likwidacyjnych. Podczas jednej z nich, 13 maja 1944 r., oddział rekwirował skóry ze Spółdzielni „Rolnik” w Wolbromiu. W pewnym momencie od strony posterunku żandarmerii rozległy się strzały. Kiedy dowódcy zaproponowano, aby przerwać akcję, ten miał powiedzieć: „Spokojnie, z tamtej strony »Grom« ubezpiecza, robimy dalej”. Kilka miesięcy wcześniej, 2 grudnia 1943 r., Niemcy dokonywali aresztowań w Wierzbicy, w tym przyszli również po Janka. Szczęściem, spał wówczas nad stajnią, nie w domu. Podczas przeszukania gospodarstwa czuwał ukryty z bronią gotową do strzału.
W 1944 r. wstąpił do Armii Krajowej, pozostając nadal żołnierzem u „Lota”. Brał udział w zastępczym kursie Szkoły Podchorążych Piechoty prowadzonym przez kpt. Kazimierza Tomczaka „Lubicza”. 15 sierpnia 1944 r. awansował na kaprala podchorążego. Od września 1944 r. pełnił funkcję zastępcy dowódcy plutonu w II batalionie 116. Pułku Piechoty AK.
Jesienią 1944 r. Niemcy rozpoczęli budowę rubieży obronnej A-2 „Merkur-Stellung” przebiegającej na linii Szczekociny-Miechów. W okolicznych wsiach znajdowały się obozy pracy przymusowej oraz punkty zamieszkania przybyłych na ten czas Niemców. We wsi Brzeziny nieopodal Żarnowca stacjonowali kolaborujący z okupantem Gruzini. Weszli oni w kontakt z żołnierzami podziemia pracującymi przy okopach mówiąc, że chcą przejść do partyzantki. O propozycji doniesiono „Lotowi”. Ostatecznie zaplanowano akcję, podczas której Gruzini mieli pomóc oddziałowi w rozbrojeniu Niemców i tej samej nocy zbiec „do lasu”. Miał ich przejąć „Jur” – według jednej wersji skoczek sowiecki, według innej uciekinier z niewoli, który ze swoimi ludźmi również stawił się na akcję.
Chłopcy poszli „na robotę” 22 października 1944 r. Wieczorem. „Lot” rozstawił czujki na krańcach jednej z wiejskich dróg, przy której były noclegi wroga. Po wejściu do pierwszego baraku Niemcy, zdziwieni tym, co się dzieje, poddali się bez wystrzału. Podobnie przy kolejnym. W pewnej chwili drzwi jednego z domów otwarł pijany Niemiec. Widząc nieznanych mu uzbrojonych ludzi, zaczął strzelać na oślep. Wywiązała się wymiana ognia. Wróg racami oświetlał wieś. Partyzanci rozpoczęli wycofywanie się.
Po dłuższej chwili, gdy strzały ucichły „Lot” zaproponował „Gromowi”, aby udali się razem do wsi i poszukali tych, których brakowało na punkcie zbornym. Poruszali się drogą okryci zdobycznymi niemieckimi płaszczami. Z daleka w ciemnościach zamajaczyły jakieś postacie. Gdy Kazior krzyknął „Hände hoch” i podał hasło, rozległy się strzały. Był to patrol wroga.
„Lotowi” wprawdzie udało się położyć jednego z Niemców, ale po chwili zaciął mu się sten. Kiedy Kazior i Brożek uskakiwali na przeciwne strony drogi, „Grom” dostał kulę w brzuch i w nogę poniżej kolana. Wkrótce skończyły mu się naboje. Czekał. Dowódca nie mógł do niego podejść ze względu na ogień wroga. Po chwili „Lot” wycofał się, aby zabrać do pomocy swoich żołnierzy.
Gdy po pewnym czasie do Janka nie przychodzili koledzy, czekając na śmierć, połknął notatki konspiracyjne, które miał ze sobą. Przeżywał w samotności ostatnią walkę wewnętrzną. Krzycząc coś przeraźliwe w stronę wroga, odbezpieczył granat obronny i tak skończył życie.
Następnego dnia okupant nakazał zakopać ciało żołnierza w polach przy lesie. Mimo bliskości wroga we Wszystkich Świętych dziewczyny z Zielonego Krzyża zapaliły świeczki na ziemi, w której złożono zwłoki „Groma”.
18 listopada 1944 r. wieczorem do wtajemniczonych w konspirację domów w Wierzbicy rozlegało się pukanie. To łącznicy zawiadamiali, że pogrzeb Janka odbędzie się w nocy. Partyzanci wykopali ciało kolegi i przewieźli do kościoła parafialnego w Kidowie. W nocnej mszy uczestniczyli żołnierze AK, BCh i ludność cywilna. Zabezpieczono teren wlotowych dróg do Kidowa na wypadek, gdyby pojawili się tam Niemcy. Późną nocą ciało dwudziestoletniego podchorążego złożono przy salwie honorowej do grobu. Miejsca na pochówek użyczył w rodzinnej mogile Edward Kazior.
Opowieść o tym, jak zginął Janek powtarzana była w podziemiu z ust do ust. Dochodzenie w sprawie jego śmierci zarządził dowódca 106. Dywizji Piechoty AK ppłk Bolesław Nieczuja-Ostrowski „Bolko” – „1000”. Nie wykazało ono zaniedbań w akcji ze strony podziemia. Z kolei w jednym z meldunków dowódca 116. Pułku Piechoty AK kpt Jan Kałymon „Teofil” pisał: „»Grom« był bardzo dobrym żołnierzem i przez jego śmierć tracimy jednego z b. dobrych i doskonale zapowiadających się żołnierzy”.
30 kwietnia 1945 r. poległ „Lot”, przyjaciel „Groma”, zastrzelony przez funkcjonariusza komunistycznej bezpieki. Jego pogrzeb odbył się dopiero w listopadzie tego roku. W mowie pożegnalnej Stanisław Szwej „Stecki”, wspominając ich obu, wypowiedział słowa, które na długo zapadły w pamięć uczestnikom uroczystości: „Zginęli za Ojczyznę. Nie wolno nimi szargać”.
Tekst Cezary Brożek