Powstanie Komitetu Obrony Robotników we wrześniu 1976, po czerwcowych protestach robotniczych w Ursusie i Radomiu, nie dokonało się w społecznej pustce. Aby możliwy był taki krok, który oznaczał radykalną zmianę dynamiki politycznej w Polsce, najpierw musiała się wytworzyć swoista społeczna infrastruktura. Inaczej mówiąc, KOR nie byłby możliwy, gdyby nie wcześniejsze pre-opozycyjne doświadczenia i postawy w środowiskach katolickich, harcerskich czy „komandosów” z marca 1968 r.
Książka Justyny Błażejowskiej opowiada o tej części tradycji KOR-owskiej, która wywodzi się z 1 Warszawskiej Drużyny Harcerzy, zwanej „Czarną Jedynką”. Jakie były ideowe różnice między „Czarną Jedynką” a innymi nurtami w tradycji KOR-owskiej? Jaki był udział poszczególnych nurtów i poszczególnych ludzi w powstaniu KOR-u? O tym chcemy rozmawiać w Bibliotece przy Rajskiej.
9 listopada 2016, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie, ul. Rajska 1, godz. 18:00
* * *
W 1957 r. uczestniczyłem w obozie instruktorskim. Składał się z pięciu podobozów odnawiającego się harcerstwa. Szósty stał obok, był podobozem walterowców z komendantem Jackiem Kuroniem. Oczywiście obowiązywała zasada, że wszystkie składają się na jedno harcerstwo, przyjaźnią się ze sobą itd., natomiast my warczeliśmy na tych „komuchów” strasznie. Cieszyliśmy się, że mieszkają osobno i nie mamy z nimi nic wspólnego. My – czyli szeregowcy, gdyż komenda uczyła, że jesteśmy harcerzami i kolegami. Nie salutowaliśmy ich na przykład, co w zasadzie należało robić.
Po powrocie [czyli w jesieni 1956] założyłem własną drużynę. […] Nie minęło pół roku, może nawet mniej, jak do Głównej Kwatery ZHP wpłynął oficjalny list ostrzegający, że harcerstwu grozi klerykalizacja, ponieważ jest w nim zbyt wielu działaczy katolickich. Jako przykład posłużył nasz starszoharcerski krąg przy Politechnice. Za sprawą tego dokumentu straciliśmy wszyscy możliwość prowadzenia pracy instruktorskiej. Pod pismem widniały nazwiska trzech osób, w tym Jacka Kuronia. Po latach, kiedy zaprzyjaźniliśmy się ze sobą (osobiście poznaliśmy się jesienią 1971 r. na spotkaniu towarzyskim u Wiktora Woroszylskiego), wypomniałem mu złośliwie, że wyrzucał mnie z harcerstwa. Na co trochę się stropił, ale zaczęliśmy się śmiać, bo byliśmy naprawdę zaprzyjaźnieni, i powiedział: „Nie wymawiaj mi. Rzeczywiście ciebie wyrzucałem i jesteś wyrzucony, ale i ja jestem od lat wyrzucony”.
(z relacji Bohdana Cywińskiego, [w:] Justyna Błażejewska, Harcerską drogą do niepodległości. Od „Czarnej Jedynki” do Komitetu Obrony Robotników. Nieznana historia KOR-u i KSS „KOR”, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2016-10-11, 63-65).