Gościliśmy w Krakowie autora książki kpt. dr. Piotra Podhorodeckiego oraz dr. hab. Daniela Koresia (Oddział IPN we Wrocławiu), redaktora serii „Z Historii Wojska Polskiego”. Rozmowę poprowadził Janusz Ślęzak (Oddział IPN w Krakowie). Wkrótce opublikujemy zapis wideo.
W jakich warunkach odradzało się polskie wojsko u progu niepodległości? Czy wzorowano się głównie na Francji? Jak to możliwe, że trzydziestokilkulatek Kazimierz Sosnkowski był już generałem i jako wiceminister zajmował kluczową pozycję w resorcie spraw wojskowych? Jak radził sobie z brakiem wyszkolonych oficerów, a jak z brakiem koni w armii? Jaka była jego rola w podjęciu decyzji o budowie portu w Gdyni? Czy to prawda, że pod względem poglądów politycznych był „najbardziej narodowym z piłsudczyków”? O to m.in. pytaliśmy naszych gości.
U progu niepodległości siły zbrojne Rzeczypospolitej składały się z kadry wywodzącej się z państw zaborczych oraz Legionów Polskich i innych formacji niepodległościowych z okresu Wielkiej Wojny. Nie miały jednolitego umundurowania ani wyposażenia, dysponowały jedynie pozostałością po okupantach. Nie istniały szkoły wojskowe ani nawet programy szkoleniowe, nie mówiąc już o pełnej doktrynie obronnej. Jednostki posiadały kilkanaście typów karabinków piechoty i kilkadziesiąt rodzajów dział artyleryjskich. Z tym wszystkim musiał sobie radzić gen. Sosnkowski, wiceszef, a potem szef Ministerstwa Spraw Wojskowych.
Wincenty Witos napisał o Kazimierzu Sosnkowskim: „Minister spraw wojskowych, który z początku wojny polsko-bolszewickiej zawinił sporo lekceważeniem przeciwnika, powtarzając nieraz buńczucznie, że bolszewicy to próchno, które się rozleci od uderzenia butem, a przez to nieco zaniedbał koniecznego przygotowania, później to wszystko odrobił, odznaczając się niesłychaną pracowitością, znajomością rzeczy i zrozumieniem położenia państwa. Umiał się też wznieść ponad mafie i koterie, których nie brakowało w czasie wojny. Mimo bardzo bliskich stosunków z Piłsudskim, wobec rządu zachował zupełną lojalność nawet wtenczas, kiedy się ich drogi silnie rozchodziły. Pomiędzy innymi okazało się to w czasie rokowań pokojowych w Rydze. Poza małymi spóźnieniami na każde niemal posiedzenie trudno mu było cośkolwiek zarzucić”.


