Okres zimy na przełomie 1944 i 1945 r. stał się czasem wzrostu represji Niemców wobec ludności cywilnej, na której współpracy opierali swoją działalność zarówno polscy, jak i sowieccy partyzanci. Zwalczanie akowskiej i bolszewickiej dywersji oraz ściąganie zaległych kontyngentów od mieszkańców wsi stało się dla niemieckich władz okupacyjnych w ostatnich miesiącach działań wojennych priorytetem. Realizacją takiej polityki w Beskidach i na Podhalu zajmował się w tym czasie, złożony ze zwolnionych z więzienia skazańców, specjalny oddział SS-Untersturmführera Albrechta Matingena, który od początku listopada 1944 r. stale kwaterował w Krościenku nad Dunajcem.
Esesmani, poza działaniami przeciwpartyzanckimi, dokonywali też rabunków na szkodę miejscowej ludności. 22 grudnia 1944 r. przyjechali w tym celu do Ochotnicy Dolnej. W tym samym czasie we wsi kwaterował kilkunastoosobowy oddział partyzantów sowieckich. Zaalarmowani przez miejscowych górali Sowieci postanowili zaatakować Niemców. Wywiązała się chaotyczna strzelanina między zaskoczonymi esesmanami a partyzantami i częściowo uzbrojonymi przez nich młodymi góralami, która trwała kilkanaście minut. Zginęło dwóch Sowietów, a także dwaj esesmani, w tym dowodzący ekspedycją SS-Unterscharführer Bruno Koch.
Partyzanci sowieccy pochowali swoich towarzyszy i opuścili wieś, udając się w stronę Zasadnego. Z kolei członkowie niemieckiej karnej kompanii (było wśród nich kilku rannych) po wycofaniu się z Ochotnicy Dolnej zatrzymali się w Tylmanowej, ściągając jednocześnie posiłki z Krościenka. Po ich przybyciu rozpoczęli pacyfikację osiedla Rzeka Tylmanowska. Ostrzeliwali i podpalali znajdujące się w pobliżu szosy gospodarstwa. Zabili 9 osób i spalili 13 zagród. Niemal wszystkie ofiary pacyfikacji zostały pochowane w zbiorowej mogile na tylmanowskim cmentarzu.
Brutalne działania w Tylmanowej były jednak zaledwie preludium do tego, co nastąpiło w następnym dniu. W sobotę 23 grudnia 1944 r. (był to dzień wigilijny, bo ówczesne przepisy kościelne nie pozwalały obchodzić Wigilii w niedzielę) grupa ok. 200 esesmanów dowodzonych bezpośrednio przez Matingena przybyła do Ochotnicy Dolnej. Zaczęli represje od okolicy kościoła, dworu i szkoły, po czym stopniowo przesuwali się na zachód. Oprawcy strzelali do ludzi znajdujących się w pobliżu drogi, a następnie wpadali do domostw i mordowali przygotowujących się do Wigilii mieszkańców. Tych, którzy ratowali się ucieczką, niemieckie kule dosięgły na drogach i polach.
Mordom towarzyszył rabunek. Zdarzało się, że oprawcy żądali wydania gotówki i wartościowych przedmiotów, dzięki którym mieszkańcy mogli się „wykupić” od śmierci. W kilku przypadkach rzeczywiście oszczędzano całe rodziny, w innych – po otrzymaniu pieniędzy – i tak przystępowano do dalszej grabieży i mordów.
Do rangi symbolu urosła śmierć Marii Kawalec i jej niespełna rocznej córki Anny. Do domu Kawalców wtargnęli esesmani, którzy zastrzelili męża Marii i podpalili budynek. Ona sama porwała na ręce dziecko i wyskoczyła przez okno. Uciekającą przez osiedle Brzeźnie kobietę trafiły kule. Zamarznięte zwłoki matki i dziecka odnaleziono następnego dnia i nie rozdzielając ich pochowano na cmentarzu.
W ciągu około trzech godzin zginęło 50 mieszkańców Ochotnicy (przede wszystkim starców, kobiet i dzieci), a 18 odniosło rany. Spaleniu uległo kilkadziesiąt zabudowań, w tym dwór, remiza strażacka, dom parafialny i dom ludowy.
Pogrzeby osób, które Niemcy zamordowali w czasie „Krwawej Wigilii” odbywały się przez kilka następnych dni. Po latach ofiary upamiętniono zbiorowo tzw. wspólną mogiłą, ustawioną prawdopodobnie na dwóch lub trzech rzeczywistych grobach ofiar z 23 grudnia 1944 r.